Dawno mnie nie było. Nie wiem czemu. Ostatecznie trochę się działo. Ale jakoś nie czułam chyba większej potrzeby się rozpisywac o tym. Bo jednak...nie działo się nic ciekawego. Ot, żyję sobie. Dwa rozdziały pracy magisterskiej już napisane, trzeba je tylko jeszcze poprawic, uzupełnic o to i owo. Jeszcze tylko jeden rozdział, wstęp i zakończenie. Jak dobrze pójdzie to do marca powinnam skończyc. W międzyczasie, jeśli mnie przyjmą, Podyplomowe Studium Przekładu w soboty. Przekład...hm, no właśnie. Znowu jest konkurs translatorski organizowany przez wrocławskie CK Zamek. Mam okropnego lenia, ale czas się w końcu wziąc za ten tekst. To tylko 8 stron. Chociaż to i tak więcej niż rok temu, wtedy było niecałe 6 bodajże. :P
P. okazał się byc gnojem. Szczegółów nie będę podawała. Powiem tylko, że może spadac na drzewo. XP
skomentuj (1)
W zeszły wtorek się dowiedziałam, że z P. jednak nic nie będzie, bo ma już dziewczynę. Przez dwa dni pogrążona byłam w czarnej rozpaczy, ale teraz jest już dobrze. No cóż, widocznie to jeszcze nie był ten mi przeznaczony. Nie umrę przecież. Ale chyba już sobie tak nie potańczymy jak w Halloween, i tylko z tego powodu mi trochę smutno. Z drugiej strony z Ł. jest już znacznie lepiej. Był taki czas, parę miesięcy, kiedy między nami tkwiła jakaś niewidzialna bariera, był jakiś dystans, i to stwarzało niezbyt przyjemną atmosferę. Ale już jest znowu dobrze. Nic głębszego nie będzie, ale to nie szkodzi. Tak, jak jest, w zupełności wystarczy.
A poza tym joga czyni cuda. Męcząca jest, co prawda, i to dość bardzo, za to znakomicie odstresowuje. :)
skomentuj (2)
Hm...w sobotni wieczór się spotkaliśmy, P. i ja. Poszliśmy na piwo i na spacerek. I było miło. Naprawdę. Podowiadywałam się o nim troszkę. On o mnie nieco mniej, bo nie umiem mówić o sobie tak sama z siebie ^^'. I oczu nie mogłam od niego oderwać. Lubię patrzeć na ludzi, zwłaszcza kiedy mi się podobają. P. ma pięknie wykrojone usta i jakieś takie niepokojące spojrzenie. I chyba naprawdę mam problem. Bo się zauroczyłam. Zauroczyłam się w kimś, kto za kilka miesięcy wyjedzie. I to jest smutne.
Z innych wieści? Hm...Nie powiem, że denerwuje mnie organizacja na uniwerku. To niemożliwe, bo takowej wcale nie ma. I o mnie właśnie denerwuje, brak organizacji. Na polibudzie, zresztą, też. Minął już ponad miesiąc, a wciąż wiele osób z pierwszego roku magisterskich, w tym ja, wciąż nie ma ani legitymacji, ani indeksu...A co z tym polibuda ma wspólnego? Cóż...tam właśnie są wyrabiane legitymacje i indeksy.
skomentuj (1)
Hm. Wczoraj poszłam na Halloweenową imprezę do Wagonu. Było bardzo fajnie, jak zwykle. Poznałam nowego człowieka. I tu, uwaga, uwaga, można zacząć się przygotowywać do jęczenia "Znoooowuuuu?", ponieważ...Tak, właśnie, zauroczyłam się. Otóż...Osobnik ów, bardzo miły i przystojny, wzrostu optymalnego(czyli wyższy ode mnie o głowę), przetańczył ze mną chyba ze 2 godziny non-stop. Jakoś tak...w pewnym momencie przykleiliśmy się do siebie i nie mieliśmy ochoty od siebie odstąpić. Praktycznie przez cały czas albo się trzymaliśmy za ręce, albo on mnie gładził po ramieniu, albo przytulał. Kurcze majonez, jakże on świetnie przytula! Przez te dwie godziny czułam się jakbym komuś się naprawdę podobała. Dobrze mi z nim było. Niestety, nie zdążyliśmy za bardzo pogadać i jedyne, czego się dowiedziałam, to jego imię i fakt, że jest spoza Wrocławia. A, no i jeszcze wymieniliśmy się telefonami. Ale niech on pierwszy zadzwoni, aż taka zdesperowana nie jestem. XD
skomentuj (0)
Mamma mia, here I go again
My my, how can I resist you?
Mamma mia, does it show again?
My my, just how much I've missed you
Yes, I've been brokenhearted
Blue since the day we parted
Why, why did I ever let you go?
Mamma mia, now I really know,
My my, I could never ever let you go.
(ABBA)
Ostatnio stwierdziłam, że to moja kolejna piosenka przewodnia. Bo jest taki jeden, do którego wypatruję oczy, na którego jestem chora już od roku...i z którego jakoś nie mogę się wyleczyć.
Dzisiaj to tyle. Więcej nie chce mi się pisać. Jutro będzie prawdziwa aktualka.
skomentuj (0)
Wczoraj poszłam na imprezę przedpremierową z okazji wydania debiutowego albumu mojego ukochanego polskiego zespołu gotyckiego, Deathcamp Project. Siedem lat czekaliśmy i w końcu się doczekaliśmy. ^^ Warto było czekać. Siedzę teraz i słucham mojej nowej płyty, ciesząc się każdej jej sekundą.
Impreza była raczej kameralna i skończyła się dość wcześnie, z uwagi, że niedziela, niemniej zabawa przednia. Potańczyłam sobie, potrzepałam głową, oprócz płyty w moim posiadaniu znalazła się też smyczka, która teraz zdobi moją MP3, naklejka i dwa zdjęcia promocyjne(w tym jedno z autografem Voida :D). O północy wypiliśmy szampana, by uczcić oficjalną premierę. O tej porze już niewielu nas było, ale to nie szkodzi. ^^
A po imprezie zrobiliśmy sobie z M., S., Ł., F. i jeszcze dwójką innych ludzi, których widziałam pierwszy raz w życiu(ale mili byli), małe afterparty i poszliśmy do Nieba na piwo. Zasiedziałam się do późna. Bo miło się siedziało. To był naprawdę dobry koniec tygodnia, nie żałuję ani jednej chwili. ^^
Aha, i zapomniałabym. Pisałam ostatnio o konkursie translatorskim, w którym wzięłam udział. Cóż, nie wygrałam może w sensie dosłownym, ale spisałam się na tyle dobrze, że załapałam się na dwudniowe warsztaty translatorskie. Bardzo przydatna rzecz takie warsztaty. Dowiedziałam się na nich na przykład, że należy ograniczać w tłumaczeniu ilość imiesłowów. Ja ich, niestety, lekko nadużywam. ^^; Ale nie zauważyłabym tego, gdyby nie te warsztaty. No, a poza tym to atmosfera była bardzo sympatyczna. Cieszę się, że tam poszłam. ^^
skomentuj (1)
Dawno mnie tu nie było, oj, dawno. Trochę się wydarzyło od ostatniego razu. Miałam pisać o tym wszystkim, miałam znowu robić aktualizacje w miarę na bieżąco, ale...jakoś mi się nie chciało. A teraz już nie pamiętam, o czym chciałam pisać przez te wszystkie tygodnie...Najważniejsze z tego wszystkiego, szczęśliwie udało mi się obronić i zakończyć studia licencjackie na moim WSF. W zeszłą środę miałam rozmowę kwalifikacyjną na uniwerku. Nie było tak źle, ale jakoś nie wydaje mi się, abym przekonała szanowną komisję. W każdym razie jutro wyniki.
Nadal jestem chora na takiego jednego nieśmialca. To jest chyba jakiś przejaw autoagresji. To znaczy, ja wiem, że nic z tego nie będzie i nie byłoby nawet, gdyby on odwzajemniał moje wzdychania. A mimo to zafiksowałam się na nim i nie mogę się wyleczyć. Wkrótce zacznę nowy etap w życiu, rozdział pod tytułem "Studia Magisterskie". Może coś się zmieni. Może znajdzie się jakiś klin. To możliwe, ale, prawdę powiedziawszy, jakoś w to nie wierzę. Może słusznie, a może nie. Zobaczymy.
Wzięłam udział w konkursie translatorskim organizowanym przez wrocławskie Centrum Kultury "Zamek". Zadanie polegało na przetłumaczeniu krótkiego opowiadania z angielskiego bądź niemieckiego na polski. Żeby było zabawniej, wyniki zostaną ogłoszone w moje urodziny. :P No cóż, zobaczymy, jak to będzie. Jeżeli moje tłumaczenie wygra, zostanie opublikowane. Gdzie - nie wiem. W każdym razie to by było moje pierwsze poważniejsze osiągnięcie w tej dziedzinie. Ten, kto mnie zna, wie, że moim marzeniem jest być tłumaczką literatury. Co prawda już trochę rzeczy przetłumaczyłam, ale nieoficjalnie. Wygrana w takim konkursie translatorskim(albo chociażby zajęcie drugiego czy trzeciego miejsca)byłaby pierwszym większym krokiem w stronę ziszczenia się mojego marzenia.
Okropną pogodę mamy ostatnio. Aż spać się chce. =.=
EDIT:
Chyba jednak z tym moim przekonywaniem komisji na rozmowie kwalifikacyjnej nie było tak źle. Przyjęli mnie! :D
skomentuj (1)